Robert Urbaniak

przenicowanie

Wrocław 2018

ISBN 978-83-948243-3-4

Stron 76, okładka miękka

Recenzja, redakcja (wg idei autora) i Posłowie: dr Alina Bernadetta Jagiełłowicz

Udostępnij…
 

Przenicowanie, czwarty już poetycki tom Roberta Urbaniaka – po był tu nieznany (2012), przeminie (2013) oraz który to ja (2017) – to skondensowany zapis refleksji, wrażeń, odczuć, odnoszący się do istoty życia samego, jego przemi- jalności i bezsensowności graniczącej wręcz z absurdem. Wydawać by się mogło, że w miniaturach z tomu przenicowanie życie jest zmasakrowane, zmanipulowane, przeinaczone... Jednak to tylko złudzenie! Wprawdzie Poeta występuje z krytyką życia w specyficznie dekadenckim podejściu do świata, katastroficznym i skrajnie pesymistycznym.

W utworach Roberta Urbaniaka podmuchuje kasandryczny wiatr złowrogiej wieszczby, ale nie w znaczeniu wróżby czy proroctwa, czarnego wizjonerstwa czy złego fatum, lecz samospełniającej się nonsensowności „zastanego”, istniejącego samoistnie, poza jakąkolwiek teleologią i ingerencją sił nadrzędnych (nadprzyrodzonych czy innych, wyższych czy niższych, złych czy dobrych), zewnętrznych w stosunku do świata i Kosmosu.

Kasandra – córka króla Troi, Priama – to tragiczna postać, wywodząca się z mitologii greckiej, znana z Iliady Homera. Apollo rozmiłowawszy się w urodzie Kasandry, obdarzył ją zdolnością przewidywania przyszłości, ona jednak odrzuciła jego zaloty. Apollo – uważany za boga piękna, światła, życia, śmierci, zarazy, muzyki, wróżb, prawdy, prawa, porządku, patron sztuki i poezji oraz przewodnik – w porywie gniewu rzucił na nią przekleństwo. Odtąd nikt już nie dawał wiary przepowiedniom Kasandry. I choć dziewczyna wiedziała o nadchodzącej zagładzie Troi, to jednak nie mogła ani wpłynąć na losy miasta, ani nikogo przekonać do swojej racji. Syndrom Kasandry, znany też jako kompleks albo dylemat Kasandry, choć owiany mgłą mitu, jest zjawiskiem znanym we wszystkich czasach i kulturach. W nim uzasadnione skądinąd obawy i ostrzeżenia zdradzają wrażliwość nielicznych na ukryte treści, są jednak ignorowane, ośmieszane lub uważane za nieprawdziwe.

Życie ubarwiane przez makijaż przekonań i fantazji religijnych domaga się rewaloryzacji. Należy obnażyć przekłamanie i nadinterpretację jego sensów. Czy odełganie PRAWDY O ŻYCIU Robert Urbaniak traktuje jako nakaz moralny najwyższej wagi? – Po lekturze jego wierszy odnoszę wrażenie, że tak! Jego utwory nabierają charakteru rewersu, istotyżycia wyłaniającej się zza pleców upiększeń. W odwróconym porządku ujawnia się kompletna „klapa” egzystencji przystrojonej w maski i kostiumy, ucharakteryzowanej i nieprawdziwej. Obnaża się jej porażka. Wyłazi naga i brutalna prawda o niej. W tym znaczeniu wiersze Roberta Urbaniaka stanowią gwarancję uczciwości twórczej poszukującego odpowiedzi na pytanie: „jak faktycznie rzeczy z życiem się mają?” (a nie, jak chciałbym, żeby było). Sam zaś Autor ani się nie asekuruje w swym poetyckim pisarstwie, ani nie idzie na ugodę z ideologiami, fikcją i nabożnymi życzeniami, ani też nie kryguje. Któż jednak daje Mu wiarę?

Prościej wszak w życiu iść na łatwiznę! Mitotwórstwo, stwarzanie sobie złudzeń, fantazji religijnych czy innych, stanowi wygodną formę istnienia dla przetrwania. Zawsze jednak świadczy o jarmarczności życia, samozadowoleniu i konformizmie, zawsze polega na samooszukiwaniu. Z reguły jest to „łaska wystarczająca”, zadawalająca przeciętnego człowieka, podtrzymująca zadufanego w sobie, pustego wewnętrznie, dająca poczucie sytości i spełnienia. Ale nie

dla Roberta Urbaniaka. I właśnie ułuda, blichtr i pozory (jak pisze: w zaparte – wyrastam z kłamstw – jak gruszki na wierzbie) są przedmiotem krytyki, wyrażane są zawsze do- sadnie, nieraz przez drwinę, cynizm, surowość.

Miniatury Roberta Urbaniaka przywodzą na myśl poezję aforystyczną, jednak nie z rodzaju złotych-słodkich myśli, lecz skojarzonych z nekrologiem i epitafium wykutym na własnym nagrobku pogrzebanych nadziei. Wiersze charakteryzują się oszczędną formą poetyckiego wyrazu, są wyzute z upiększających, tchnących sentymentalizmem środków stylistycznych. W przenicowaniu Robert Urbaniak konsekwentnie rozwija umiejętność zagęszczonego myślenia. Nie jest to jednak wyłącznie sprawność czy zręczność pisarska, ani tym bardziej rzemieślnicza. Ten minimalizm estetyczny – mogłoby się wydawać – ubóstwo liryczne, w rzeczywistości świadczy o wysokim poziomie uważności i skupienia Artysty na podejmowanym problemie. W wierszach wyrażona jest istota samej rzeczy, esencja tego, o czym się mówi. Nie korekcja nagiej PRAWDY (chciałoby się rzec: starzejącej się, zwiędłej, nieświeżej, rozkładającej się) i zabiegi kosmetyczne, poprawiające wygląd, stanowią tutaj metodę. Nie blichtr i pozory.

W niniejszym zbiorze Autor oczyścił wiersze z przymiotników i jest konsekwentny w tym sposobie zwięzłego formułowania poetyckiej myśli. Tym samym świadomie zrezygnował z ozdobników, poetyckich meandrów i finezyjnych zawiłości, którymi tak chętnie posługują się wierszopisarze (i nie tylko), tworzący w kulturze Zachodu. Zrezygnował zatem z opisu cech i właściwości dostrzegalnych ludzkimi zmysłami oraz pozazmysłowo, też mających charakter abstrakcyjny. Zrezygnował z wszelkich form upiększania.

W pewnym sensie jest to wyraz buntu Roberta Urbaniaka przeciwko zachodniej manierze, de facto świadczącej o po- zorowanej uczciwości (i uczuciowości: przesłodzonej, lukrowanej na różowo, sentymentalnej, łzawej, wyrażającej się np. w infantylizmie religijnym i fanatyzmie) – nie tylko twórczej, ale też czysto życiowej. Każdy manieryzm świadczy o fingowaniu rzeczywistości (w tym wypadku rzeczywistości doświadczanej i wyrażanej w poezji).

Robert Urbaniak buntuje się przeciwko fałszowi, udawaniu i grze, też przeciw miałkości uczuć i myśli. Jego utwory tchną szczerością – do bólu. Od początku do samego końca, od pierwszego wersu (kiedy drogi mniej przed...) aż do ostatniego (...w bród od Boga). W tej klamrze zamknięte jest ryzyko śmierci, ryzyko nicości, niebytu, pustki. Jest to ryzyko uczciwości wobec siebie i świata – uczciwości bez specjalnych poruczeń, bez ułudy i zadufania w sobie. Jest to ryzyko pozbawione bezczelności nawiedzonych i aroganckiej pewności. Jest w końcu pozbawione zuchwałego wynoszenia się, impertynencji pyszałkowatych graczy, którzy za wszelką cenę w dyskursie postawić chcą na swojej prawdzie, choćby za cenę stosowania nieuczciwych reguł.

Tymczasem wiersze Roberta Urbaniaka nie są zafałszowanymi mamidłami, mającymi na celu zauroczyć, zadurzyć, zahipnotyzować, znieczulić Czytelnika. Te wiersze wytrącają z uśpienia. Wszak w życiu chodzić winno o dotarcie do sedna, do korzenia życia/śmierci, do PRAWDY – jakiejś (niezależnie od tego, czym/kim by się owa PRAWDA nie miała okazać). Chodzi przecież o uczciwość poety – odkrywcy, poszukiwacza, twórcy, człowieka w końcu. Robert Urbaniak w zbiorze przenicowanie prowokuje, być może brutalnie, do rewizji reguł osobistego i jakże często zakłamanego życia. Ze względu na dojrzałość refleksji oraz rzetelność i uczciwość warto stanąć twarzą w twarz z jego kasandrycznym przekazem. Skądinąd wiadomo, że niejednokrotnie dopiero surowa prawda rzuca na kolana. W gruncie rzeczy dopiero ona jest w stanie uleczyć złamane serce i pognębioną duszę, bowiem życie, jak przekonywał Tadeusz Kantor w swojej teatralnej twórczości, może być rewindykowane jedynie przez śmierć

 

Alina Bernadetta Jagiełłowicz