Mirosław Jerzy Gontarski & Elżbieta Maria Kotlarska

GeminiArt

Wrocław 2018

ISBN 978-83-948243-9-6

Stron 52, okładka miękka

Recenzja i Posłowie: dr Alina Bernadetta Jagiełłowicz

Udostępnij…

Elżbieta Maria Kotlarska jest absolwentką filologii polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, a Mirosław Jerzy Gontarski – filozofii na lubelskim Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Twórczo współpracują od 2011 roku. Elżbieta M. Kotlarska jest Prezesem, a Mirosław J. Gontarski jest Wiceprezesem Stowarzyszenia Jeleniogórski Klub Literacki w Jeleniej Górze. Są organizatorami i animatorami szeregu działań dotyczących życia kulturalnego tego miasta. W 2013 roku wspólnie z dr Aliną Bernadettą Jagiełłowicz (UWr.) zorganizowali Międzynarodowe Sympozjum w Cieplicach „Humanizm a Medycyna. Artyści dla zdrowia”. Każdego roku prowadzą międzypokoleniowe „Wielkie Wierszowania”. Współredagowali antologię „Ścieżki do Śnieżki”, która wieńczyła 70-lecie literackiej Jeleniej Góry. Oboje należą do Związku Literatów Polskich, gdzie Mirosław J. Gontarski jest Wiceprezesem Dolnośląskiego Oddziału ZLP i Członkiem Zarządu Głównego ZLP.

Elżbieta M. Kotlarska opublikowała „Sekretne związki. Karkonosze” (poetycki album ze zdjęciami artysty fotografika – Jana Kotlarskiego) (2009) oraz tomiki wierszy: „Inna wiosna” (2013), „Ryzyko wiosny” (2016) i „Flirt z haiku” (2016).
Mirosław J. Gontarski opublikował poetyckie tomy: „Mirosława Jerzego Gontarskiego nie ma” (2006), „Mirosława Jerzego Gontarskiego nie będzie” (2007); „Mirosława Jerzego Gontarskiego nie było” (2010); „Mirosława Jerzego Gontarskiego nie było, nie ma i nie będzie” (2015) i „Pozwól, że zacznę od nowa…” (2016).
Niniejszy tomik nawiązuje do koncepcji Feliksa Chrzanowskiego-Szuty, który w założonym przez siebie „Ruchu Pilleus” proponował nową formę literacką: „dialog poetycki”. Polegał on na napisaniu wiersza dialogującego z wierszem innego Autora, z wykorzystaniem słów zawartych w tym wierszu. Tymczasem Elżbieta M. Kotlarska i Mirosław J. Gontarski pomysł ów podjęli i stworzyli zamkniętą publikację, zawierającą wiersze nim inspirowane. Autorzy wybrali wcześniej publikowane wiersze partnera i dopisali do nich swój poetycki komentarz.
To pierwszy tego typu poetycki tomik z „rozmowami wierszy”.
A „rozmowy wierszy” tak jak rozmowy ludzi. To emocje, fascynacje, rozczarowania, anty- patie, ale też sympatie. Wiersze pobudzają i są zachętą do dialogu, który poszerza zakres twórczego zgłębiania tematu w przestrzeni wiersza, jego idei i artyzmu.
Bo „rozmowy wierszy” to rozmowy w sferze ducha. Odkrywanie tajemnicy fascynacji twórcy i odbiorcy. Życiem wierszy widzianym w nowej optyce.
Braterstwo myśli, które owocuje nowymi refleksjami i spojrzeniami.
Zaprasza do poznania.
Życzymy inspirującej lektury!

Mirosław J. Gontarski Elżbieta M. Kotlarska

Poetę Feliksa Chrzanowskiego-Szutę poznałam osobiście w czasie, kiedy zgoła nic ważnego wiedzieć o wierszach nie mogłam (a może nawet nie chciałam?), lecz ten „zapaleniec” porwał mnie do sporu, jak do tańca, i do dziś zaprzestać nie mogę mojej kłótni z feliksowymi tezami i pomysłami, choć mój interlokutor od dawna już wędruje ścieżkami niebieskich łąk. Wiódł żywot iście samotniczy. Medytacyjny. Niczym mnichowi buddyjskiemu marzyły mu się poetyckie wzloty na modłę japońską. Zakochany w Kraju Kwitnącej Wiśni tworzył wiersze zachłanne na haiku. W „Historii megalomanii” pisał:

Duże światła gasną

Średnie blakną

Cóż pozostaje małym

Gonić księżyce

 

A skoro mowa w niniejszym tomiku o dialogu poetyckim i o „rozmowach wierszy”, to nie sposób nie wspomnieć, że swego czasu w Japonii zamysł wierszowania dialogującego rozpalił umysły piszących. Haikai no renga(„żartobliwa pieśń wiązana”) jest właśnie taką formą poetyckiego wyrazu, w której dwie albo więcej osób podczas biesiady wspólnie tworzyło utwór poetycki, wspinając się (wspólnie również!) na wyżyny duchowego rozwoju. Oczywiście w medytacji rzecz się działa… suto zakrapianej sake. Dość, że twórczość ta nie była nadęta, napuszona górnolotnymi słowami, wydumana. Nie czepiała się polityki, religii, lokalnych patriotyzmów…, lecz ze swobodą i lekkością o smutku i samotności przyrody… człowieka… kamienia… w niej prawiono. Z pewną nostalgią. Wabi-sabi– powiadano w Japonii o nastrojach tych utworów. I ten właśnie rys (a-ideologiczny) przyciągnął moją uwagę. Dialog połączony z samotnością wydaje się być paradoksem! Lecz Daleki Wschód zdaje się celować w doświadczaniu niemożliwego.

Nie zatrzymam się dłużej przy tym wątku, bowiem w historii poetyki morze słów na temat haikurengawylano, zwłaszcza gdy toczył się dyskurs o rygorach tej poetyckiej sztuki, inspiracjach „obcymi” kulturami i kryteriach haikupisanym po polsku (czy raczej: folk-haiku). Tymczasem nasz miłośnik sztuki japońskiej zarażony został do tego stopnia pomysłem zapisywania ulotnych refleksji, po trosze medytacyjnych, a po trosze w upojeniu alkoholowym powstających, że dialogowanie poetyckie postanowił wdrożyć do twórczości polskich wieszczów (sic!).

Krąży legenda, iż Feliks Szuta w swym programie poetyckiego dialogu nakazywał, by komentarz dialogujący do wybranego utworu zawierał 50% słów „wyjętych” z wiersza komentowanego. Ja tam wprawdzie od czasu do czasu byłam, miód i wino piłam, lecz tego nie słyszałam!

Zmieszaj dwa funty herbaty zielonej z dwoma funtami piołunu! Zalej zimną wodą i podgrzewaj w temperaturze 70°C przez 30 minut. Pierwszy napar wylej i proces termiczny powtórz. Tak powstałą herbatę w kolorze ciemnego bursztynu rozlej do dwóch porcelanowych delikatnych filiżanek i popijajcie wspólnie nieprzesłodzoną, we wzajemnym uszanowaniu. Cukier bowiem szkodzi – nie tylko zdrowiu, ale przede wszystkim relacjom międzyludzkim!

Feliks Szuta, moim zdaniem, zawędrował do innej bajki. Marzenie o dialogu człowieka samotnego z wyboru zastanawia. Nasuwa pytania o naturę ludzką, o potrzeby i możliwości spełnienia wielkich marzeń. Rozmowa, dialog, empatia, komunikacja interpersonalna (jak się na Zachodzie w sposób unaukowiony ostatnio mówi) od czasów Platona gnębi człowieka żyjącego w naszej kulturze. Pamiętamy, że u Platona dialogi wyprowadzano cięte, bo też o problemy filozoficzne chodziło i spekulację. Początkowo na agorze rozprawiano, czy też raczej wykłócano się. Kiedy jednak refleksje zapisywać zaczęto, dialog rozumiany jako „wspólne dociekanie ważnego” powoli tracił swą moc.

Potulnie, jakby wstydliwie przyklękał przed ołtarzem i szeptem Bogu wyjawiał troski. Innym znów razem przed kratami konfesjonału – trafiał w zacisze spowiedzi i intymnych wyznań. Do XIX wieku mowy być nie mogło o wyznaniach kochanków w rozmowie uwznioślającej, bowiem ta rzecz, mianowicie miłość, „brudną była” przez oczywiste powiazanie z cielesnością. I nareszcie czas na kozetkę psychoanalityka nadszedł. Tutaj, w przytulnym gabinecie lekarskim interesant jak na świętej spowiedzi dialog prowadził ze swym terapeutą na temat emocjonalno-psychicznych niedomagań gnębiących go we śnie. I opór stawiając niekiedy, zmuszony był nieprzerwanie na kozetkę powracać, nieusatysfakcjonowany, niespełniony, niezrozumiany – mimo, iż nagadał się biedny o swoich problemach i cierpiący był wielce.

Aż w końcu w czasach wojen światowych i post-pamięci; w czasach Internetu i przestrzeni wirtualnych; w czasach, kiedy ludzie siedzą zamknięci w swych luksusowych klatkach i na odległość komunikują się ze sobą przez telefony komórkowe; kiedy nie czują swojego zapachu, nie widzą błysku w oku, a głos słyszą zniekształcony przez urządzenie elektroniczne, doczekaliśmy się tęsknoty dojmującej: do wspólnoty przeżywania. Bo czymże w swej istocie jest dialogowanie? Czyż jest ono „pogadywaniem sobie”? – Nie! Jest, moim zdaniem, próbą przekroczenia samotności, próbą zrozumienia myśli drugiego człowieka i wydźwignięcia jej, by w następnej kolejności i ów człowiek mógł podnieść myśl naszą. Jest tęsknotą do tego przeżycia. I nie z każdym chciałoby się „taki dialog” prowadzić!

W kontraście do ciszy medytacyjnej leży gorączka poszukiwania w wymianie myśli bratniej duszy. De factota wymiana wyznaniem jest tylko. A może „aż”?! Nie wiem, ale jako osoba samotniczo rzeźbiąca wzloty i upadki mego ducha i umysłu, rozumiem argumentację fenomenologa Romana Ingardena, który twierdził, że nie istnieje empatia ani głębokie odczucie przeżyć drugiego człowieka, ani pełne, jasne ich zrozumienie. Raczej wszyscy podążamy przez życie osobnymi torami. I to co mówił Ingarden przekonuje mnie również z tego względu, że podobnie człowiek Dalekiego Wschodu twierdził, iż trzeba stać się tym, co chciałoby się zrozumieć – a właśnie do tej filozofii mam słabość i w jej ciszy milczącej i samości dostrzegam wielkość.

Z drugiej strony roztacza się wizja głębi tęsknoty do przeżycia „wspólnoty”, do pociągania za sobą myśli drugiego, karmienia się nią; i w jakimś sensie dawania swojej (dawania siebie). W rzeczywistości dialog człowieka Zachodu, powtórzę, jest wyznaniem. Czy i jakie sygnały docierają do interlokutora? – A może to nie jest jednak ważne? Być może istota po prostu leży w byciu.

I taki też, jak odczytuję, jest przygotowany przez Elżbietę Marię Karmelitę-Kotlarską i Mirosława Jerzego Gontarskiego tom „Gemini-art”: jest obecnością, którą potomni ocenią jako istotną bądź nie. Lecz – powtórzę – dla tej obecności nie ma to raczej większego znaczenia, bowiem ona sama jest dla siebie. A mniemam, że człowiek Zachodu spragniony jest właśnie takich doświadczeń (też objawiającej się za pośrednictwem poezji)

Alina Bernadetta Jagiełłowicz