Hanna Szłapka

Anatomia życia

Wrocław 2018

ISBN 978-83-948243-4-1

Stron 70, okładka miękka

Recenzja, redakcja i Posłowie: dr Alina Bernadetta Jagiełłowicz

Udostępnij…

Granica życia i śmierci 7

 

Poezja 9

Miłość 10

Choinka 11

Ja i Ty 12

Kłódka 13

Nagość 14

Gabinet krzywych luster 15

Różne światy 16

Rozstanie 17

Dusza 18

Proces 19

Jutro 20

Kamienna nawałnica 21

Refleksje 22

 

Re-animacje 23

 

Huragan 25

Internetowa miłość 26

Samotność 27

Boże Narodzenie 28

Pociecha 29

Jacht 30

Gdzie jesteś? 31

Blask 32

Przebudzenie 33

Catharsis 34

Wyszłaś z wody 35

Marzenia 36

Świerk 37

Magia Kosmosu 38

Szczęście 39

Absurd-hanki 41

 

Frajerka 43

Kocia modlitwa 45

Wigilia 46

Łysy na niebie 47

Raz jeszcze Łysy 48

Straszydlaczek 49

Ręce 50

Historia 51

Alzheimer i ja 52

Przyjaciel Alzheimer 54

Cmentarze 55

Wiersz o umieraniu 56

Czarna dziura 57

Czy można? 58

Dlaczego? 59

Drzewo 60

 

Posłowie 61

(Alina B. Jagiełłowicz)

 

 

Psychoanalityki
Hanny Szłapki 63

Psychoanalityki
Hanny Szłapki

Uważna lektura wierszy Hanny Szłapki z Jej debiutanckiego zbioru Anatomia życia pozwala wyodrębnić trzy grupy problemowe, zróżnicowane pod względem treści, konsekwentnie rozwijające motyw przewodni tomu. Po pierwsze, są to wiersze z rozdziału Granica życia i śmierci. Odnoszą się one do traumatycznych przeżyć ludzi, którzy pragną zaznać miłości i – niestety – nie znajdują ukojenia w relacji z ukochaną osobą. Niczym tlenu brakuje im obecności osoby kochanej. Doznania te pogrążają w rozpaczy, są świadectwem bezsilności, symptomem agonii. W przestrzeni psychicznej, w której – żyjąc – bezwolnie doznaje się niespełnienia, człowiek bez ustanku musi umierać siebie. Śmierć bowiem jest permanentnym udziałem życia. Paradoksalnie granica pomiędzy życiem a śmiercią jest nieostra:

 

Miłość jest jak narkotyk,

czułość, subtelność i dotyk.

Drgania strun potrąconych słowikiem.
Lecz potrafi też być nożownikiem,

który rani, znęcaniem zabija.

Lecz prawdziwa miłość nie mija.

 

Po drugie, są to wiersze z rozdziału Re-animacje. W nich Poetka wskazuje na wyższą wartość: na symbole chrześcijaństwa, oczyszczenie i nowe narodzenie do życia w szczęściu (mimo odrzucenia i na przekór niemu, bowiem to miłość właśnie jest największa). Pisze o człowieku, który siłą woli podejmuje wysiłek, by przetrwać. Podnosi się z rozpaczy, uchwytując się – jak ostatniej deski ratunku – pajęczej nici marzeń, nadziei, tęsknot… często złudzeń, zmaga się z oporną materią przeciwności losu, upokorzeń, słabości, wstydu, lęku, znużenia, beznadziejności, boryka się z żądzą zemsty, z nienawiścią, wściekłością. W owych wierszach – w animacjach ciała i poruszeniach duszy – powoli przywracane zostaje mu życie: serce i umysł pobudzane są do nowego stanu, wlany zostaje oddech mocy:

 

Wyszłaś z wody

chłodnej, miłosiernej, czystej.

Wyszłaś z wody i wiatr cię owiewa.

Czujesz zapach ziół, łąki, kwiatów.

Czujesz dotyk Słońca na wrażliwej skórze.

Czujesz, że żyjesz. 

 

Po trzecie, są to wiersze z rozdziału, którego tytuł Absurd-hanki jest kalamburem, w zabawnej grze słów osiągającym efekt neologizmu dzięki niemej głosce h. Autorka obserwuje zadziwiające zjawiska tej rzeczywistości – „absurdanki”. Mówi o perspektywie człowieka spoglądającego na miłość refleksyjnie, z dystansu do siebie i świata, podnoszącego się z upokorzeń, teraz już dojrzalszego o przekroczenia, które się w nim dokonały. Dają mu one prawo do tego, by pytać o rzeczy tego świata z przymrużonym okiem, niejako
„z góry”, z poziomu wyższej świadomości – z oddalenia o kosmos niemożności zrozumienia absurdu:

 

Wrota czasu zostały zamknięte,

nie ma sensu chodzić po cmentarzach.

Więc dlaczego uczucia namiętne

nie chcą się spalić na ołtarzach?

 

Pragnienie doświadczenia miłości jest chyba najbardziej dojmującym doznaniem wszystkich istot czujących, a sama miłość, o ile się spełnia – jest ekscytująca. Wydawać by się mogło, że jest mocą, że jest wartością, za którą wszyscy winni (i chcieliby!) oddać nawet swoje życie – jeżeli byłaby taka potrzeba. Jednak rzeczywistość społeczna brutalnie pokazuje, że jest to złudne przeświadczenie. Człowieka-egoistę zdominowały bowiem problemy egzystencjalne, zachłanność, pożądanie, zawiść, zazdrość. Wszelako, kiedy udziałem jest niespełnienie w miłości, człowiek ów najintensywniej i boleśnie je przeżywa.

Konflikt pragnienia wolności i doskonałej miłości oraz ucieczki przed nimi (omawiany z pasją przez psychoanalityka głębi Ericha Fromma), resentyment rozumiany jako chroniczna choroba psychiki, polegająca na postrzeganiu wartości w lustrze krzywego zwierciadła (drobiazgowo przeanalizowany przez fenomenologa Maxa Schelera), dżuma emocjonalna jako nieumiejętność wyrażania autentycznych uczuć (opisana przez psychoanalityka-panseksualistę Wilhelma Reicha) charakteryzują człowieka rozdwojonego, żyjącego w konflikcie z samym sobą. Trudno jest mu nawiązywać relacje z drugim człowiekiem i światem, ponieważ jego uczucia wyższe uległy atrofii.

Biorąc za podstawę antropocentryczny model życia, człowiek umieszcza siebie w pępku świata i narcystycznie przygląda się swojemu odbiciu w lustrze wód niespełnienia, łkając nad swoją dolą. Jak ślimak, chowa się w skorupie swych lęków. Żąda, nie dając. Jest zagubiony w gąszczu własnych pożądliwości. Pragnie MIEĆ – nie zaś: BYĆ. Miota się w pułapce „dżumy emocjonalnej”
i nie tyle nie dostrzega możliwości uwolnienia się z niej, co woli pozostawać
w sytuacji człowieka nieszczęśliwego, jest masochistą psychicznym. Jak powiedziałaby Karen Horney, charakteryzuje go „neurotyczna osobowość naszych czasów”, z konfliktami, cierpieniem i trudnościami, jakie ma z samym sobą oraz w kontaktach z innymi ludźmi. Na poziomie emocjonalnym jest on zahamowany, tłumi uczucia bądź je deprecjonuje. Człowiek ów, niczym osesek, jest konsumpcyjnie nastawiony do życia. Za cenę uległości i podporządkowania, obwarowuje się zabezpieczeniami. Lecz one na tym świecie są złudne. 

W cieniu problemu podjętego przez Hannę Szłapkę zarysowuje się istotne pytanie, w gruncie rzeczy z obszaru witalizmu: Czy miłość absolutna jest osobista, czy też raczej bezosobista? Niektórzy myśliciele, jak np. Jiddu Krishnamurti – hinduski Mistrz Wewnętrznej Przemiany – twierdzą, iż jest ona i taka, i taka. Jednak nie w kulturze Zachodu, gdzie ten społeczny oraz interpersonalny problem jest rozwiązywany zgodnie z obowiązującą logiką. W niej zasada wyłączonego środka stanowi nakaz kategorycznego wyboru: albo – albo. W oczywisty sposób rzutuje ona (w tym wypadku) na rozwój osobowy jednostek ludzkich. Nie można się dziwić, że w kulturze, w której wymagana jest wyłączność w miłości, rozwijają się takie patogenne czynniki, jak zazdrość, zawiść, nienawiść, złość, gniew, a nawet wzmocnieniu ulegają natręctwa i żądza zemsty, mają też miejsce zbrodnie w afekcie. Wszystkie te zjawiska z dziedziny psychiki chorującej charakteryzują neurotyczną osobowość naszych czasów. W niej nie bycie „dla”, lecz posiadanie stanowi nadrzędną wartość.

W społeczeństwach, w których dominuje konformistyczna optyka postrzegania życia i konsumeryzm, miłość bez wzajemności jest częstym psychospołecznym zjawiskiem. Uczucie nieodwzajemnienia jest w nich przez podmiot doznający interpretowane (świadomie bądź nie) w kategoriach rozpaczy i nieszczęścia. Zwłaszcza w literaturze romantycznej znajdujemy liczne świadectwa, które potwierdzają ów zachodni, roszczeniowy model myślenia o miłości. Jej istotę w gruncie rzeczy stanowi potrzeba zawłaszczenia, bezpieczeństwa, niedojrzałości. Człowieka zaś – statystycznego reprezentanta kultury Zachodu i doznającego odrzucenia w miłości – stygmatyzują myśli samobójcze, apatia, zniechęcenie.

Inaczej Daleki Wschód, gdzie wartością jest wolność, samą zaś miłość odnosi się do ontologii bytu. Tymczasem warto zauważyć, że Chrystusowe „jestem miłością” ukazuje uniwersalny charakter zasady miłości rozumianej jako forma istnienia. Zawarta jest w tej idei myśl o fenomenie szczególnym, transparentnym dla specyficznego sposobu doskonałego bytowania. Jako taka, miłość bowiem jest ontologiczną wartością – absolutną i samoistną, najwyższą. Mówiąc innymi słowy, nie ma wpływu na miłość to, czy ktoś odpowie na nią pozytywnie, czy nie. Człowiek kochający po prostu emanuje miłość, a ta „pachnie jak kwiat”, jak to ujął Jiddu Krishnamurti. Człowiek ów nie musi spijać afrodyzjaku z kielicha bogów, sam bowiem jest afrodyzjakiem dla tych, którzy są nim oczarowani (albo i nie). Jeśli jest miłością, cóż komu do tego? Jeśli jest miłością – wolno mu wszystko, bowiem w żadnym razie udziałem miłującego nie może być zło.

Nieuchronnie i w kontekście tak zarysowanego problemu kością niezgody pomiędzy kulturą Dalekiego Wschodu a kulturą zachodnią jest rozstrzygnięcie dylematu: Czy cierpienie jest dobrem? Dla chrześcijanina może ono stać się oczyszczające, dla człowieka Dalekiego Wschodu miłość nieszczęśliwa nie jest w ogóle miłością. Lub inaczej: wszystko, co człowieka spotyka może służyć oświeceniu, o ile zachowa on neutralność w stosunku do wszelkich zdarzeń. Z tej perspektywy patrząc, nic nie podlega ani moralnemu, ani aksjologicznemu osądowi.

Fakt podjęcia przez Hannę Szłapkę tych priorytetowych dla życia i dotyczących miłości problemów zasługuje na uznanie. Podobnie odwaga, z jaką Autorka rozpisuje uczucia. Rozbiera je na elementy podstawowe, ukazując ich wewnętrzną strukturalną postać w całej ich złożoności – w anatomii ich bytu. Niczym anatomopatolog, który rozcina skalpelem narządy organizmu. Wyraża nagą prawdę o wrażliwości człowieka zawiedzionego, zrozpaczonego, doznającego bólu, łaknącego zaspokojenia. Różnica polega na tym, że o ile anatomopatolog tnie narządy martwe i opisuje je, to ona – nie znęcając się nad miłością człowieka w teoretycznych dociekaniach – wydobywa z organów duszy tętniącej życiem „nerwy uczuć”. I to właśnie sprawia, że jej utwory, choć intelektualne, nie są wydumane.

Bez MIŁOŚCI czymże ŻYCIE JEST? – Umieraniem li tylko i nieuzasadnionym cierpieniem, bezsensowną tułaczką w mrokach bezsensu. Debiutancki tom wierszy Hanny Szłapki Anatomia życia w gruncie rzeczy stanowi wyrażony nie wprost akt oskarżycielski. Strzały paradoksu, nonsensu, absurdu wymierzone zostały przeciwko obowiązującemu w zachodniej kulturze kanonowi miłości i stereotypom obciążającym człowieka dysonansem, wewnętrznym konfliktem, sprzecznością uczuć i namiętności, dyskomfortem rozpaczy, dramatem traumy. Te zaś ostatecznie są stratą cennej energii i witalizmu. Poetka ma świadomość, że MIŁOŚĆ jest nieśmiertelna. Stąpa twardo po Ziemi i takie też są jej wiersze – mimo, iż ocierają się one o górne dumki, że balansują pomiędzy „absurd(h)ankami”. Czytelnikowi zatem, poszukującemu powiernika osobistych miłosnych rozterek, utwory Hanny Szłapki mogą przynieść ulgę. Stanowią bowiem potwierdzenie, że to miłość właśnie, mimo wzlotów i upadków, utrzymuje człowieka przy życiu
i wynosi ponad doczesne zrządzenia

 

 

Alina Jagiełłowicz