Który to ja…

Robert Urbaniak

który-to-ja

recenzja i posłowie: Alina Bernadetta Jagiełłowicz

redakcja (wg idei Autora): Mirosław Jerzy Gontarski

projekt okładki: Robert Urbaniak

© copyright by Robert Urbaniak

kontakt z Autorem: www.roberturbaniak.pl

ISBN 978-83-943544-8-0

Od autora: o miniaturach rytualnych — 7
Miniatury rytualne — 11
Posłowie: Ścieżką w głąb umysłu na spotkanie Poety — 57

Zmieniamy się, bo tego wymagają od nas nowe dzieła, które przecież sami tworzymy, po to zresztą, aby rzeczywistość była znośniejsza. Te nowe słowa i obrazy powstają w wyniku procesu, jak narodziny czy śmierć, dzięki nim uczymy się akceptacji i dialogu. Poszukując nowych wyzwań, jednoczymy tradycję z odkrywczym duchem epoki. Istnieją ruchy poetyckie, które nawet sięgają do form literackich zaczerpniętych z obcych kultur (np. „Pilleusowcy” piszą z inspiracji japońskiego haiku). Taką twórczą aktywność rozumiem jako artystyczny eksperyment.

Zawarte w niniejszym tomie miniatury rytualne również są wierszami zrodzonymi z fascynacji sztuką pisania haiku. Są one obwarowane pewnymi ograniczeniami, np. – jak w haiku – mają budowę trzywersową, czy też treść zawarta w ich przesłaniu wyrażona jest w czasie teraźniejszym. Miniatury rytualne zwalniam natomiast z innych reguł haiku. Posługuję się w nich np. przymiotnikami, choć nieregularnie, a „regułę siedemnastu sylab” zamieniam „regułą siedemnastu samogłosek” (z liczenia których wyłączam samogłoskę „y”).

Miniatury rytualne sytuują się zatem na styku kultur Wschodu i Zachodu. Odzwierciedlają przede wszystkim zmianę w sposobie postrzegania rzeczywistości. Metamorfoza ta obrazowana jest w wierszach jako nieunikniony pęd do wyzwalania się z wszelkich ograniczeń i determinant, także z pęt codzienności. W tych krótkich formach obnażam niedoskonałość ludzką i świata. Interesuje mnie człowiek wrzucony do otaczającego dychotomicznego środowiska.

Tak więc badam transcendentalia i rozumiem już chyba brzemię Tomasza z Akwinu. Rozumiem śmierć i lęk przed nią. Śledzę zastane zjawiska, rzeczy, ludzką świadomość, prawdę, dobro, piękno i poszukuję dla nich uzasadnienia. Pytam o ich podmiotowe warunki. W żadnym wypadku nie są one dla mnie obojętne, ani proces mojego poznawania nie jest pozbawiony emocjonalnego napięcia. A poznaję je jako umiejscowione w strukturze rzeczywistości, choć przemijające. Wyrażam zatem w miniaturach aktywny, intencjonalny stosunek do nich. To zagłębianie się w ich byt stało się już dla mnie obrzędem-rytuałem. Nie odnosi się ono jednak wyłącznie do zjawisk przyrody (jak w haiku), a raczej do „ego-id”, chociaż przebiega podobnie: „co zastałem, to pielęgnuję, uważając za prawidłowe i normalne”. W miniaturach rytuał przybiera formę inklinacji narracyjnej, owej dyspozycyjnej tendencji do opowiadania o sobie i otaczającym świecie.

Przesłaniem tego poetyckiego eksperymentu jest idea postawy dekadenckiej. O postawach życiowych wiadomo, że ludzie mają skłonność przystosowywać je do własnych potrzeb po to, by przetrwać. Miniatury rytualne są natchnione przez ból, cierpienie i niezadowolenie. Pozwalają poczuć więź z innymi ludźmi. Moją intencją jest też przekazanie za ich pośrednictwem mocy do uwolnienia się od uwarunkowań zewnętrznych.

Autor

Ścieżką w głąb umysłu na spotkanie Poety

Co autor miał na myśli, kiedy napisał…? – Zastanawiają się niektórzy, próbując na siłę wtłoczyć w odczytywane wersy wiersza własne wyobrażenie o utworze: jego formie i treści, przesłaniu i celu… Snują mało poetyckie i płaskie refleksje. Ci raczej zdradzają własne oczekiwania, aniżeli mówią prawdę o wierszu – nawet wtedy, kiedy tej treści poszukują pomiędzy wersami, w tle odnotowanych słów. Ślizgają się po powierzchni rzeczy samych, nie dotykając ich ani nie zgłębiając. Tłumaczą swoją miałkość i płyciznę wstępowaniem na poziom meta-języka. To nieporozumienie. Pytanie czytających wiersze, tak często zadawane poecie, jest – jak sądzę – przysłowiową kulą u nogi dla każdego dojrzałego artysty, miażdży. Z całą pewnością nie można w taki akademicki i stereotypowy sposób zagłębiać się w twórczość Roberta Urbaniaka.

Już sam tytuł: który to ja jest wyraźnym drogowskazem dla otwierających ten tomik. Nienachalnie, jednak wystarczająco wyraźnie, Robert Urbaniak uchyla drzwi do labiryntu swojego umysłu. Zaprasza do poszukiwania siebie samego. Być może nawet czyni to w pewnym zakłopotaniu… albo nie będąc do końca pewnym…? Może zresztą obawia się intruzów, którzy zadepczą, stłamszą, pogwałcą…? Mówiąc na marginesie, całkiem uzasadnione są takie niepokoje wrażliwych, bowiem świat nie grzeszy delikatnością, a ludzie bardziej zdradzają swoją brutalność, agresję, cynizm, niż pochylają nad liściem życia, co to miotany na wietrze…

Wyobrażam sobie, jak Robert Urbaniak – moim zdaniem kokieteryjnie i z przekorą – zaprzecza, jakoby tęsknił do jakiegokolwiek spotkania… Czyż jednak, zapytam, trzymalibyśmy w rękach ten materialny dowód istnienia owej tęsknoty, gdyby Poeta nie zapragnął wspólnie z Czytelnikiem wędrować po meandrach własnego umysłu? Który to ja to zaproszenie nie do szuflady. Jest odrobinę kusicielskie, zwodnicze. Raz z kroplą łzy kręcącą się w oku, to znów pomieszane ze szczyptą cynizmu albo z liryzmem, innym razem – z beznadziejnością pustki lub obojętnością (moim zdaniem to tylko kamuflaż uczuć). Jest to zaproszenie za woalem introwertyzmu. I jak to zwykle bywa z labiryntem, do którego odważyliśmy się wejść, nie wiadomo, czy zawiłości, ostre zakręty i ślepe korytarze nie sprowadzą nas na manowce. Czy spotkamy tam prawdziwego Roberta Urbaniaka, czy może jedynie jego odbicie w krzywym zwierciadle sarkazmu? Czy (i to jest dla mnie ważniejsze pytanie!) on sam rozpozna siebie?

[…]